Manifest #2: Dlaczego jako UX/UI Designer nie startuję w wyścigu ofertowym
Nie startuję w zapytaniach, w których bierze udział wielu oferentów i kilka dużych agencji UX. Nie dlatego, że „boję się konkurencji”. Tylko dlatego, że...
Nie startuję w zapytaniach, w których bierze udział wielu oferentów i kilka dużych agencji UX. Nie dlatego, że „boję się konkurencji”. Tylko dlatego, że znam realia takich procesów i wiem, jak one w praktyce wyglądają. W teorii chodzi o wybór najlepszego wykonawcy. W praktyce bardzo często chodzi o coś innego: o sprzedaż narracji, pierwsze wrażenie i to, kto lepiej odnajdzie się w długim, wieloetapowym procesie ofertowym.
Pracuję głównie sam. Mam mniejsze zasoby, skromniejsze portfolio i mniej „ciężkich” case’ów niż duże zespoły. Nie wygram liczbą slajdów, nazwami rozpoznawalnych marek ani ilością osób obecnych na spotkaniach. A im większy proces ofertowy, tym więcej calli, prezentacji i „dopieszczania oferty” — a mniej realnej rozmowy o problemie, który ma rozwiązać projekt UX/UI. W takich zapytaniach najczęściej wygrywa nie ten, kto zrobi najlepszą robotę, tylko ten, kto lepiej sprzeda historię.
I to jest okej. Po prostu to nie jest mój sposób pracy.
Czego dowiesz się z tego artykułu
- Dlaczego wieloetapowe procesy ofertowe z udziałem wielu agencji UX rzadko premiują realną jakość projektowania UX/UI.
- Jak model pracy jednoosobowego UX designera różni się od sposobu działania dużej agencji UX i jakie ma to konsekwencje dla makiety UX/UI.
- W jakich warunkach współpraca ma sens i kiedy mogę wziąć pełną odpowiedzialność za makietę strony internetowej lub makietę aplikacji.
Dlaczego wyścig ofertowy nie premiuje jakości
W dużych procesach ofertowych bardzo szybko zmienia się punkt ciężkości. Zamiast rozmowy o użytkowniku, celach biznesowych i konsekwencjach decyzji projektowych, pojawia się rywalizacja na prezentacje, narrację i „pewność siebie” w pitchu. Każda kolejna runda oznacza więcej spotkań, więcej slajdów, więcej obietnic — i coraz mniej konkretów.
Projektowanie UX/UI w takim formacie zaczyna przypominać konkurs wystąpień, a nie pracę nad realnym problemem. Makieta UX/UI jest omawiana abstrakcyjnie, bez kontekstu i bez możliwości wejścia w detale. Decyzje są odkładane „na później”, bo teraz liczy się forma, a nie treść. To naturalnie faworyzuje duże agencje UX, które mają zasoby, działy sprzedaży i doświadczenie w ofertowaniu. Jakość projektu w tym momencie schodzi na dalszy plan.
Jednoosobowy UX designer a realia ofertowania
Pracując głównie sam, mam pełną świadomość swoich ograniczeń — i nie próbuję ich maskować. Nie mam dziesięciu osób na callach, nie mam działu sprzedaży ani prezentacji przygotowywanych tygodniami. Mam za to bezpośredni kontakt, ciągłość myślenia i możliwość skupienia się na jednym projekcie naraz.
W wyścigu ofertowym te atuty są praktycznie niewidoczne. Liczy się skala, rozmach i „pewność”, a nie to, jak ktoś faktycznie projektuje makietę strony internetowej czy makietę aplikacji. Dlatego świadomie nie wchodzę w procesy, w których wiem, że kryteria wyboru będą oderwane od realnej jakości pracy UX/UI.
Dlaczego polecenia zmieniają wszystko
Inaczej wygląda sytuacja, gdy klient trafia do mnie z polecenia — od partnerów z Biznes Klubu Polska albo od obecnych klientów. Wtedy rozmowa toczy się bez wyścigu. Bez porównywania slajdów, zespołów i ofert „na szybko”. Rozmawiamy głównie ze sobą, po partnersku.
Klient wie, że pracuję sam. Zna moje podejście, sposób myślenia i styl pracy. Wie też, że biorę pełną odpowiedzialność za projekt — zarówno za makietę UX/UI, jak i za decyzje, które do niej prowadzą. W takich warunkach mogę realnie dowozić jakość, zamiast konkurować w tym, kto lepiej wypadnie w procesie ofertowania.
Właśnie w takich projektach najczęściej powstają spójne i przemyślane makiety stron internetowych:
👉 https://ux-man.pl/makieta-ux-ui-design-strony-internetowej-sklepu
Jakość zamiast sprzedażowego „show”
Ostatecznie i tak liczy się jakość wykonania. Nie liczba prezentacji, nie ilość spotkań statusowych i nie to, jak ktoś wypadł na pitchu. Projekt UX/UI zaczyna być oceniany dopiero wtedy, gdy trafia do użytkowników. Wtedy nie ma już narracji, slajdów ani obietnic — jest tylko efekt.
To samo dotyczy makiety aplikacji. Dobra makieta aplikacji wymaga jasnych decyzji, spójności i zaufania do procesu, a nie rywalizacji sprzedażowej:
👉 https://ux-man.pl/makieta-ux-ui-design-aplikacji
Ja wolę rozmawiać o realnym rozwiązaniu problemu klienta niż konkurować z dobrymi sprzedawcami w tym, kto lepiej zrobi wrażenie. To nie jest podejście „lepsze” ani „gorsze”. To po prostu mój sposób pracy jako UX/UI designera.
Pytania i odpowiedzi
Czy to znaczy, że nie współpracujesz z większymi firmami?
Nie. Współpracuję z większymi firmami wtedy, gdy rozmowa dotyczy realnego problemu, a nie wyścigu ofertowego. Skala organizacji sama w sobie nie jest problemem — problemem jest format, w którym jakość przegrywa z prezentacją i „procesem sprzedażowym”. Jeśli po drugiej stronie jest przestrzeń na partnerską rozmowę, szybkie domykanie decyzji i realne wejście w kontekst, to współpraca działa niezależnie od wielkości firmy. W praktyce najlepiej sprawdzają się sytuacje, w których rozmawiam głównie z osobą decyzyjną lub właścicielem procesu, a nie „komitetem”, który musi zebrać opinie od pięciu działów. Wtedy jako UX/UI designer mogę wziąć odpowiedzialność za kierunek i dowieźć spójną makietę UX/UI, zamiast uczestniczyć w tygodniach uzgadniania „kto co myśli”.
Czy brak udziału w przetargach ogranicza rozwój?
Może ograniczać rozwój w sensie skali i liczby projektów, ale nie ogranicza jakości. Dla mnie rozwój to nie tylko „więcej”, ale też „lepiej”: lepsze decyzje, lepsza odpowiedzialność, większy wpływ na efekt. Wolę mniej projektów, ale takich, w których mogę realnie dowieźć wartość i nie jestem rozliczany z tego, jak wypadłem na prezentacji. Poza tym przetargi często pochłaniają ogrom czasu na etapie, na którym nie ma jeszcze żadnej pracy projektowej — są tylko slajdy, opisy procesu i obietnice. Ten czas wolę przeznaczyć na realne projektowanie: na analizę, strukturę, logikę i makietę strony internetowej lub makietę aplikacji. To finalnie bardziej buduje mój warsztat i portfolio niż udział w „konkursie ofert”.
Czy polecenia nie są „łatwiejszą drogą”?
Nie są łatwiejsze. Są po prostu bardziej uczciwe i bardziej wymagające w innym miejscu. Polecenie oznacza, że ktoś już „położył na stole” swoje zaufanie, a to zwiększa odpowiedzialność. W takich projektach nie ma miejsca na przypadkowość, bo klient trafia z konkretnym oczekiwaniem: „skoro polecają, to ma być dobrze”. Różnica polega na tym, że zamiast udowadniać swoją wartość slajdami i narracją sprzedażową, udowadniam ją pracą. Rozmowa jest szybsza, bardziej rzeczowa i skupiona na problemie, a nie na porównywaniu „kto ma ładniejszy deck”. Dzięki temu mogę wejść w projekt głębiej i dowieźć spójny efekt w makiecie UX/UI, zamiast spędzać tygodnie na udowadnianiu, że w ogóle warto ze mną rozmawiać.
Czy w wyścigu ofertowym zawsze wygrywa lepszy sprzedawca?
Nie zawsze, ale bardzo często tak — bo w wielu procesach ofertowych ocenia się przede wszystkim to, co da się łatwo porównać na prezentacji: pewność, narrację, „ułożenie” oferty, liczbę case studies, skład zespołu, tempo reakcji. Jakość projektowania UX/UI jest trudniejsza do ocenienia na etapie pitchu, bo wymaga wejścia w kontekst, zrozumienia problemu i często dopiero pierwszych decyzji w makiecie. Dlatego te procesy naturalnie premiują tych, którzy są dobrzy w sprzedaży i w wystąpieniach. I to nie jest zarzut — to mechanizm. Ja po prostu nie chcę być oceniany w pierwszej kolejności jako sprzedawca. Chcę być oceniany jako UX/UI designer, który rozwiązuje realny problem i dowozi efekt. Jeśli dla kogoś kluczowe jest „kto zrobi najlepsze wrażenie”, to duże agencje UX będą tu miały przewagę. Jeśli kluczowe jest „kto najlepiej rozwiąże problem”, wtedy rozmowa zaczyna wyglądać inaczej.
Czy brak udziału w wyścigu ofertowym oznacza, że nie uczysz się „sprzedaży” i nie rozwijasz się jako projektant?
Nie. Po prostu rozwijam się w innym miejscu — tam, gdzie realnie powstaje wartość. Zamiast ćwiczyć kolejne prezentacje i „ofertowanie pod komitet”, wolę rozwijać warsztat: podejmowanie decyzji, budowanie spójnych makiet UX/UI i prowadzenie procesu tak, żeby projekt był czytelny i przewidywalny. I co ciekawe, ten sam problem widzę u początkujących osób, które chcą wejść do branży: uczą się wszystkiego naraz, a potem nie wiedzą, co faktycznie ma przełożenie na codzienną pracę UX designera. Dlatego w kursie UX Designer (Junior UX/UI Designer) porządkuję naukę i pokazuję, jak wygląda realna praca: od myślenia i decyzji, po projektowanie w Figma i budowanie makiet, które da się wdrożyć. Jeśli jesteś na etapie wejścia w zawód albo chcesz poukładać fundamenty, to tutaj masz szczegóły: 👉 https://ux-man.pl/kurs-ux-designer
Podsumowanie
Ten manifest nie jest krytyką dużych agencji UX ani procesów ofertowych. To jasne określenie granic. Wolę projekty, w których rozmowa zaczyna się od problemu, a nie od prezentacji. Jakość wykonania zawsze obroni się długofalowo lepiej niż najlepszy pitch.




